05 listopada 2013

BABAFEST 2013 i Ja

Słyszeliście o BABIEFEST? A może byliście na niej? My byliśmy pierwszy raz w tym roku. A to już III edycja! Aż wstyd, że wcześniej nie słyszałam! Obiecuję poprawę i żadnej edycji nie przepuszczę! I Wam radzę żebyście śledzili tę BABĘ bo warto!


Spotkań, warsztatów, imprez, koncertów było mnóstwo. Każdy mógł wybrać coś dla siebie. U nas w tym roku był problem bo musiałam podzielić wydarzenia na BABIEFEST pomiędzy mną a Jadźkę. Dużym plusem organizacyjnym było zorganizowanie weekendu dla rodziny. Teoretycznie nie kolidującego z innymi ciekawymi warsztatami. Oczywiście ja wynalazłam takie, które odbywały się przed zajęciami Jadźki. No ale dla chcącego nic trudnego! Organizacyjnie daliśmy radę (i tu należą się ogromne brawa dla nas...a zwłaszcza dla mojego NieMęża).


Swoją przygodę z BABĄFEST zaczęłam od warsztatów z Agnieszką Stein. Wiecie kim jest ta jakże mądra kobieta? Jeżeli nie zapraszam na Jej blog, jeżeli wiecie to tym bardziej poczytacie (KLIK). Jak przystało na karolibu nie obyło się bez wpadek... Tak dobrze czytacie wpadek. Dla jasności chodzi o moje wpadki...

Agnieszka Stein

Sobota rano. Przede mną zapowiadał się budujący, pokrzepiający, jakże mądry i wyczekiwany dzień. To był ważny dzień dla mnie. I jak to bywa w takie dni, nic nie układa się po mojej myśli. Pośpiech,  śniadanie i jeszcze mój NieMąż wyszedł NA CHWILE do sklepu nie a nie było go 40min! Wściekła okrutnie byłam! Dlaczego? Ano dlatego, że miałam zajechać do empiku po książkę Agnieszki Stein (podpis na tej książce mi się marzył). Zaniepokojona i zestresowana też bo pierwszy raz Kacprowy miał zostać aż 6godz beze mnie. Nerwy, stres, podniesiony ton głosu, w między czasie szykowanie się i cycowanie Kacprowego. Udało się! wyszłam z domu. Podchodzę do auta i co widzę? Szron na szybach! Akurat w momencie kiedy wyszłam spóźniona! Skrobaczka w dłoń i skrobiemy... Udało się 9.45 wyjechałam spod domu. Pędzę niczym rakieta- ostrożna rakieta ;) Dojechałam i nawet bez problemu cytrynką zaparkowałam! BIEGNĘ (bo spóźniona) i nie patrzę na czerwone światło. Biegnę i mijam te auta niczym sarenka mijająca kłody uciekając przez drapieżnikiem. Otwieram drzwi od Plastyka (Szkoła Plastyczna, w której odbywały się warsztaty) patrzę, a tam kolejka... Czekam cierpliwie...a może tylko mi się wydawało, że cierpliwie? Nieważne! Moja kolej. Pani pyta mnie o godność i na jakie zajęcia przyszłam. Długo nie myśląc przedstawiam się i mówię, że na Agnieszkę Stein przyszłam. Pani patrzy na mnie i mówi, że mnie nie ma na liście. Jak to nie ma jak jestem i stoję przed stołem. Przez natłok myśli przebija się jakiś głos, który pyta kiedy się rejestrowałam. Odpowiadam, że w ten sam dzień kiedy harmonogram był dostępny na stronie internetowej (tak wiem nadgorliwa jestem ale o miejsce trzeba walczyć coby mi nikt go nie zabrał :) ). Udało się! Pani ponownie pyta na jakie zajęcia przyszłam. Odpowiadam, że na Agnieszkę Stein. Ponownie słyszę: "Na jakie zajęcia?" Cisza... NIE WIEM! ZAPOMNIAŁAM! Patrzę na te dwie przemiłe babeczki i mówię, że nie wiem, nie pamiętam. Na Agnieszkę Stein przyszłam... Po chwili szukania czegoś na kartkach Panie odpowiadają, że zajęcia z Panią Agnieszką rozpoczynają się następnego dnia o 10...
Pojechałam kupić książkę i wróciłam do domu przeprosić rodzinę za poranne nerwy...

Niedziela rano. Budzę się zrelaksowana. Gorzej niż wczoraj być już nie może. Ogarniam się spokojnie.  Bawię się z dzieciakami. Jem śniadanie i wychodzę. Bez stresu. Z NieMężem umówiłam się, że w ostateczności pakuje dzieciaki do auta i przyjeżdża do Plastyka dać mi Kacpra. Wszystko dogadane więc jadę. Dojechałam jeszcze przed czasem. Wchodzę do środka. Panie mnie poznają. Wymieniamy uśmiechy. Wchodzę do sali gdzie Pani Agnieszka, z jedną z Pań organizatorek przygotowuje sale. Oczywiście pomagam im i chwile rozmawiamy. Sala zaczyna się zapełniać, a ja korzystając z chwili proszę o autograf na książce :)
No i się zaczęło. Tematem pierwszych warsztatów było wychowanie bez kar. Dostaliśmy karteczki, na których mieliśmy napisać jakimi dorosłymi chcemy by nasze dzieci zostały. Każda z Pań dzielnie pisze... Następnie jedna z uczestniczek czyta na głos zebrane kartki, a Pani Agnieszka notuje na tablicy: empatyczny, pomagający innym, otwarty, z poczuciem własnej wartości, szczęśliwy, pomocny, posiadający hobby/pasje, szczery, dążący do celu, spełniający się itd...
Kiedy tak patrzyłam na tą długa listę zrobiło mi się żal naszych dzieci. Ile my od nich wymagamy?!  Ile my od nich oczekujemy?! I tak rosną te nasze dzieci ze świadomością, żeby sprostać tym wymaganiom... A nie starczyłoby wysokie poczucie własnej wartości?! Z tym pytanie zostawiam Wam.

Trudno jest mi opisać o czym rozmawialiśmy, o czym była mowa i co tak ważnego przekazała nam Pani Agnieszka gdyż poruszanych było wiele kwestii. Wiele zostało wyjaśnione, wiele pozwoliła nam zrozumieć. W niektórych sprawach naprowadziła nas. Podobało mi się to, iż nie było gotowej recepty, przygotowanej odpowiedzi. Nikt nikomu nic nie radził, nie mówił jak ma robić. Drugie warsztaty (których tematem było poczucie własnej wartości) były podobne. Jeżeli będziecie mieli możliwość uczestniczenia w spotkaniu bądź warsztatach z Panią Agnieszką to polecam! Wyjdziecie z nich naładowani pozytywną energią. Będziecie przekonani, że drogę, którą obraliście jest dobra. Utwierdzicie się w przekonaniu, że sposób w jaki wychowujecie nie jest zły, a przede wszystkim dostaniecie takie kopa popychającego by dalej robić, działać, tworzyć i dbać o relacje z dzieckiem. Ja wyszłam jak na skrzydłach podbudowana oraz zrozumiana.

Zapomniałam dodać, że podczas przerwy pomiędzy warsztatami zauważyłam, iż telefon mi się rozładował. Nie panikowałam. NieMąż miał przyjechać w razie jakichkolwiek problemów. Czułam lekki niepokój ale uspokajałam siebie samą w myślach. Kiedy po skończonych warsztatach doszłam do auta i zobaczyłam, że zapomniałam przepakować fotelików do drugiego samochodu... nie wiem czy byłam bardziej zła czy przerażona. Jedno jest pewne nigdy tak szybko nie przejechałam z jednego końca Olsztyna na drugi. Na szczęście okazało się, że NieMąż stanął na wysokości zadania i poradził sobie genialne (dziękuje Kochanie).


Rodzinna przestrzeń

Rodzinna przestań została zorganizowana ostatniego weekendu BABYFEST. Uważam, że był to genialny pomysł.  Choć problemów organizacyjnych trochę było. W tym samym czasie odbywał się Pierwszy Festiwal do czytania, na którym zależało mi również. Jak już wspomniałam dla chcącego nic trudnego. Wystarczy tylko zaplanować wszystko, ustalić z NieMężem jak się dziećmi wymieniamy i ... iść na żywioł :)
Sobota zaczęła się od spotkania z EXTREMAMĄ, na które pojechałam sama (NieMąż z dziećmi w domu został. Miał położyć spać Kacprowego i nakarmić dzieci zupą). Spotkanie było inspirujące. Na wstępie chciałabym podziękować Lidce za możliwość pobawienia się profesjonalnym aparatem, a relację ze spotkania oczami Lidki możecie przeczytać TU.
Od siebie pragnę dodać tylko, że podziwiam ją i chciałabym tak połączyć życie zawodowe z prywatnym. Co więcej wierzę w to, że mi się uda! Lidka jest otwartą, ciepłą i szaloną kobietą. Jej pozytywna energia i uśmiech zarażają! Na spotkaniu opowiadała o ciąży, swojej pasji, próbach pogodzenia pracy, pasji i macieżyństwa. Ci, których nie było niech żałują bo było przesympatycznie. Na koniec spotkania nie obyło się bez prezentów. Jak można się domyślić Lidka obdarowała nas książkami (BOOKCROSSING) w ramach programu Książki pod Żaglami.




Po dwu godzinnym spotkaniu z Lidką czekałam na rodzinę mile rozmawiając z organizatorkami całego zamieszania :) Kiedy pojawili się w drzwiach nastąpiło podzielenie się dziećmi. Ja z Kacprowym jechałam do Planety 11 na spotkanie blogerów. Natomiast Jadzia z tatą zostali na zabawach z Domifiką.

Mówiłam Wam, że ja to jeszcze dzieckiem jestem i podczas takich imprez wchodzę w każda (odjechaną) zabawę?   Jak nie to mówię :) razem z Jadzią byłyśmy kocią rodziną :)


I w Planecie 11 pojawiłam się z wąsami :) Zdziwienie na twarzy kilku osób zauważyłam :) Ale co tam... raz się żyje :)
Kiedy po skończonych zajęciach Jadzi spotkaliśmy się dziecię me było zachwycone Domifiką. Chodziliśmy do niej na zajęcia taneczne więc to nie był Jadźki pierwszy raz z nią. Ja jestem oczarowana sposobem w jaki prowadzone są zajęcia oraz podejściem Domifiki. Jeżeli zastanawiacie się i szukacie ciekawych zajęć dla dzieci to z czystym sumieniem polecam Wam ją! Dzieci będą zachwycone!
 W niedzielę pojawiliśmy się na zajęciach "Kreatywna zabawa", gdzie Jadzia zrobiła sobie medal, po którym może malować kredą. Następnie udaliśmy się piętro wyżej i pokręciliśmy trochę tyłkiem i brzuchem na lekcji Bellydance. Nie wiem kto bardziej był zachwycony. Jadźka po założeniu chustki na biodra, na której zawieszone były kawałki metalu uderzające o siebie podczas ruszania się, czy może Kacprowy latający po całej sali i zaczepiający wszystkich posiadaczy owej chusty :) Jedno wiem na pewno dzieciakom się podobało! Kiedy lekcja dobiegła końca i trzeba było oddać ów chustkę Jadzisława była niepocieszona... Zostaliśmy nawet na kolejnych warsztatach (z hip hopu), na których tańczyła z tatą. Jednak strata chustki była na tyle bolesna, że uczestniczyć w zabawie nie miała ochoty.

Coby nie było, mi jako kobiecie na BABIEFEST podobało się bardzo! Jako matce dwójki dzieci w różnym wieku stwierdzam, że dzieciom się również podobało i w miniony weekend Jadzia była niepocieszona, że BABYFEST już nie ma... Czekamy na kolejną edycję i polecamy!!!

1 komentarz:

  1. Babafest to jedno z najfajniejszych wydarzeń kulturalnych w Olsztynie :-).

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że jesteś!
Twoje zdanie jest dla mnie ważne dlatego jeżeli chcesz je wyrazić nie krępuj się :)