01 października 2013

Podróże Myszki Norki, Remmic'a i Koziołka Matołka

Bardzo lubię imprezy dla dzieci, w których jest też coś dla rodziców... Oczywiście dla tych rodziców, którzy są wyluzowani, potrafią odszukać w sobie dziecko i bawić się oraz wygłupiać razem z prowadzącym...
I na taką właśnie imprezę wybraliśmy się w sobotę. Była to impreza integracyjna dzieci niepełnosprawnych z dziećmi pełnosprawnymi. Dzieci bawiły się ze sobą oraz dogadywały we wspólnej zabawie bez najmniejszego problemu. Liczył  się śmiech, psoty i szał ciał :)
Ponadto pieniążki, które zostały uzbierane podczas imprezy przeznaczone były na wsparcie ogólnopolskiej Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”. Takie imprezy warto wspierać dlatego i nas tam nie zabrakło :)

Wszystko działo się w Olsztyńskiej Hali Uranii. Miejsca tam pod dostatkiem więc i dodatkowych atrakcji było sporo. Każde dziecko mogło znaleźć coś dla siebie. Dla tych którzy nie koniecznie dobrze czuli się w dzikim szale tańca z Remmic'iem, Myszką Norką i Koziołkiem Matołkiem zorganizowany był kącik sportowy. W tymże kąciku można było pokopać piłkę, pograć z innymi dzieciakami jak również pograć w siatkówkę z Pawłem Papke :) Dodatkowo rozstawiony był materacowy plac zabaw, który wycisnął z mojej Jadźki wszelkie możliwe krople potu! Bawiła się w nim przez większość imprezy. Biegała, skakała, przeskakiwała, robiła budowle z materacowych klocków, zjeżdżalnie i tor przeszkód. Tańczyć ze mną niestety nie chciała... musiałam sama dorównać kroku Remmic'owi :) Chyba dałam radę ;)
Kolejnym punktem programu Jadźki było malowanie twarzy. Szczęście Jadźki było jeszcze większe gdy się okazało, że stoisko to znajdowało się obok materacowego placu zabaw i mogła mieć oko na wszystko :)  Nie potrafię Wam powiedzieć kim była Jadźka gdyż wizerunek zmieniała co jakiś czas, uradowana, że panie od razu spełniały jej pomysły...
Myślałam, że 2 godziny bez jedzenia Jadźka jest w stanie wytrzymać. Zwłaszcza, że przed wyjściem zjedliśmy obiad... I tu się pomyliłam! Po godzinnych wygłupach usłyszałam głośne "MAAAAAAMOOOO JEEEEŚĆ!" Rezolutna mama rozejrzała się dookoła z nadzieją na jakiś automat, w którym można byłoby zakupić chociażby rogalika... Nie uwierzycie jaką minę miałam gdy okazało się że kilkanaście kroków dalej rozstawione były stoły ze smakołykami. Były pyszne jabłeczniki, soki, koktajle, kanapeczki z pastą z soczewicy oraz babeczki marchewkowe i jogurtowe. Jadźka wcinała kanapki z soczewicą jakbyśmy ją głodzili... Smakowały jej bardzo i powiedziała, że taką pastę chce w domu jeść (zobaczymy czy będzie jadła jak jej zrobię ;) )
Kolejną atrakcją był czarodziej Michał. Mój NieMąż wiele razy udawał czarodzieja i wyczarowywał z ucha Jadzi jakieś słodycze. Jadźka była zachwycona takimi sztuczkami. Kiedy więc na scenie pojawił się Iluzjonista Michał wiedziałam, że to jest coś co zatrzęsie życiem Jadzi :) Kiedy wyciągnęłam ją z "materacowego raju" i podprowadziłam pod scenę gdzie mogła zobaczyć prawdziwego czarodzieja... jej oczy błyszczały a usta otwarte były do końca występu! Cały czas wspomina czarodzieja, który z buzi piłeczki i karty wyjmował. Jest zachwycona występem i powiem Wam, że mi również się podobało... pomimo tego, że nie przepadam za takimi występami.
Po skończonym pokazie Jadzisława wróciła do swojego zajęcia... czyli biegania, skakania i przewracania się w "materacowym raju". Wtedy ja miałam chwile, że rozejrzeć się kto jeszcze "rozłożył się"...
Ku mojej WIELKIEJ RADOŚCI znalazłam KOLOROWANKĘ. Kojarzycie ją? To ta zdolna kobieta, która potrafi robić przecudne kubeczki, poduszeczki, miarki... i co Wam jeszcze do głowy przyjdzie :) Cieszę się ogromnie, że osobiście mogłam poznać tą zdolną babeczkę! Jest przemiłą i WIECZNIE! uśmiechniętą kobitą! Naprawdę! Ona się ciągle uśmiecha i zaraża tym uśmiechem wszystkich :) Kiedy wymacałam (dosłownie!) jej poduszki i zobaczyłam te kolorowe zwierzaki wyrysowane (są jeszcze piękniejsze niż na zdjęciach!) zrozumiałam, że będą pięknie wyglądać u dzieciaków w pokoju (kolejny punkt do realizacji ;)).
Wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć. I tak koniec imprezy oznaczał koniec "materacowego raju" dla Jadźki! Bawiła się tak dobrze, że wyjść nie chciała. Zastanawiacie się pewnie gdzie Kacprowy był? Otóż mój syn przespał 3/4 imprezy w aucie... z tatą ;) Kiedy przyszedł to impreza już się kończyła i nie zdążył się pobawić. Zresztą miał jakiś gorszy dzień bo potrzebował duuużo uczucia i chciał być na rączkach ciągle...
Lubię takie festyny! Jadzia wybiegała się, Kacprowy wypoczęty, tata odespał a ja wytańczyłam się :) Szkoda, że tak mało ich w Olsztynie...

A ktoś z Was był na tym festynie?

PS. Oczywiście nasze sobotnie przygody nie skończyły się na Podróżach Myszki Norki, Remmic'a i Koziołka Matołka. Kolejną atrakcją sobotniego dnia było... ale o tym będziecie mogli przeczytać w kolejnym poście :)



1 komentarz:

  1. :D dziękuję za te miłe słowa :D i tym bardziej za słowa o "wymacanych" poduchach_zwierzakach :D
    Mam nadzieje, że do następnego ;)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że jesteś!
Twoje zdanie jest dla mnie ważne dlatego jeżeli chcesz je wyrazić nie krępuj się :)